Snajper

Snajper

Odslony: 560
  
Opis filmu
Jest w "Snajperze" scena, w której ojciec opowiada małemu Chrisowi Kyleowi o trzech rodzajach ludzi. Mówi o naiwnych owcach przekonanych o tym, że na świecie nie ma zła. O wilkach ? rozmiłowanych w przemocy i gnębieniu słabszych. Wreszcie o psach pasterskich urodzonych po to, by bronić owce i tępić wilki. W tej rodzinie nie wychowujemy owiec, ale złoję wam tyłki, jeśli staniecie się wilkami. Chronimy swoich. Jeśli ktoś was zaatakuje lub będzie dokuczał twojemu bratu, macie moją zgodę na dołożenie mu ? oznajmia z powagą nestor. Jego słowa towarzyszą bohaterowi, gdy w 1999 roku zaciąga się do elitarnego Navy SEALs, a potem raz za razem wraca do Iraku na kolejne tury służby wojskowej. Gdy kładzie pokotem tabuny wrogów, zyskując miano najskuteczniejszego strzelca w dziejach armii, a także wtedy, gdy zaczyna pomagać poharatanym psychicznie weteranom wojennym. Słowem, staje się psem pasterskim Ameryki.\r\n \r\n"Snajper" podbił serca i złupił portfele widowni, stając się najbardziej dochodowym tytułem w karierze Clinta Eastwooda. Nietrudno zrozumieć entuzjastyczną reakcję w USA. Film jest przecież hołdem złożonym Kyleowi ? poczciwemu kowbojowi z Teksasu ? oraz tysiącom podobnych do niego młodych wojaków. Tym, którzy opuścili rodzinne strony, aby walczyć w słusznej sprawie na wrogim terytorium. Dzieło starego mistrza ani trochę nie przypomina jednak patriotycznej laurki ? za dużo w nim pesymizmu i goryczy, za mało patosu i ciężkostrawnych frazesów wygłaszanych przy akompaniamencie orkiestry dętej. Pod pewnymi względami "Snajper" kojarzy się z innym filmem Eastwooda ? oscarowym "Za wszelką cenę". Tamten obraz zaczynał się jak żeńska wersja "Rockyego", by z czasem skręcić w kierunku tragedii demitologizującej amerykański sen. Tutaj twórca "Listów z Iwo Jimy" pod płaszczykiem szablonowego dramatu wojennego rozlicza się chociażby z wizerunkiem Stanów Zjednoczonych jako samozwańczego szeryfa narodów.\r\n\r\nEastwood nie od dziś wie, jak osiągnąć zamierzony efekt przy użyciu jak najoszczędniejszych środków. Ów niewyszukany, intuicyjny styl reżyserii może razić, zwłaszcza na początku, gdy brudny Harry przeskakuje mechanicznie między kolejnymi wycinkami z życiorysu Kylea. Ostatecznie szlachetna prostota okazuje się jednak siłą "Snajpera". Wystarczy obejrzeć rewelacyjne sekwencje batalistyczne, gdzie napięcie można kroić nożem. Wrażenie robi zarówno krwawa zasadzka na jednego z przywódców Al-Kaidy, jak i dramatyczna rejterada z pola bitwy w trakcie burzy piaskowej. Z kolei sztampowość scen z życia małżeńskiego bohatera rekompensuje finał ? gwarantuję, że będziecie go oglądać z zaciśniętym gardłem.\r\n\r\n"Snajper" to także świetny Bradley Cooper w tytułowej roli ? pozornie nieefektowny, wycofany, chowający emocje za gęstą, zaniedbaną brodą. To, co najważniejsze, aktor sygnalizuje oczami: determinację, niezłomność i brawurę, ale także lęk oraz zagubienie. Cooper wzorem swojego bohatera rezygnuje z szarżowania na rzecz spokojnej precyzji. Kiedy jednak daje ognia przed kamerą, zawsze trafia w dziesiątkę.
film


Komentarze

Napisz komentarz:



Uwaga: HTML nie jest wspierany!